[20.06.=//=]
Pamiętam, że to był normalnie zapowiadający się dzień, ale tylko był. Zaczął się normalnie od wstania, porannej toalety, zjedzenia śniadania i pójścia do szkoły. Od wyjścia ze szkoły czułam, że ktoś mnie śledzi, że stanie się coś złego i stało. Nie widzialne coś mnie zaatakowało, przygniotło i zadało ostateczny cios. O dziwo wstałam i nic nie czułam nic mi nie było. Postanowiłam pójść do domu i zapomnieć o całej tej sytuacji. Gdy szłam do domu było coś nie tak ludzie, których mijałam nie zauważali mnie jakbym była niewidzialna. W drodze do mojego domu był sklep z lustrami "Retro". Wtedy zobaczyłam, a raczej nie zobaczyłam nigdzie mojego odbicia. Tak samo było z cieniem zniknął, razem ze mną. Zaczęłam uciekać czym prędzej do domu chciałam żeby to wszystko okazało się tylko snem, zwykłym złym snem. Znowu poczułam to dziwne uczucie, znowu to coś mnie śledziło. Ponownie chciało mnie dopaść. Uciekałam choć wiedziałam, że i tak nie dam rady uciec, było zbyt szybkie. Nagle znikąd nieznajomy pojawił się przede mną i zablokował stworzenie. Teraz po raz pierwszy zobaczyłam to stworzenie, bestie. Było ohydne: miało kościaną maskę, troje oczu i to zamiast lewej ręki głowę, miało 3 metry wysokości, a ciało pokryte łuską. Potwór znów chciał mnie zaatakować, zamknęłam oczy. Nic nie poczułam, znowu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak nieznajomy wyciera swoją katane szmatką. Zdjął kaptur. Nieznajomy miał srebrne włosy, śniadą cere i piękne turkusowe oczy. Był nie wiele wyższy ode mnie, jak i starszy, ubrany w miejskim stylu. Spojrzał na mnie za smutnym wyrazem twarzy.
- Jestem Tsubame - odezwał się nieznajomy
- Jestem Miwaku - odpowiedziałam
- Czemu nie jesteś po drugiej stronie? - zapytał
- Jakiej stronie? - zapytałam
- Jesteś martwa, wiesz - odpowiedział
Jak tylko to usłyszałam znowu zaczęłam uciekać, ale teraz nie miałam konkretnego celu. Po prostu byłam w szoku. Krzyczał za mną żebym poczekała, nie uciekała, że ściągnę na siebie więcej tych stworów, ale nie słuchałam biegłam przed siebie. Płacze, w mojej głowie robi się pustka. Wszystko znika, chyba tracę pamięć. Jakieś pół godziny później nic już, ale to nic nie pamiętam, pustka. Teraz błąkam się tu. chodzę chodnikiem tuląc w bezsilności swe ramiona do piersi. Płaczę, nie potrafię sobie przypomnieć, co się wydarzyło. Przechodzę koło staruszka żebrzącego na ulicy, jego pies zrywa się gwałtownie i zaczyna na mnie warczeć i szczekać. Podchodzę bliżej, by przyjrzeć się i zrozumieć, czemu tak zareagował. Pies ze skowytem chowa się za plecami swojego pana. Odsuwam się.zadziwiona i zasmucona.
Ulice pustoszeją. Księżyc świeci jasno na ciemnym niebie. Czuję się taka samotna. Powoli zatracam się w beznadziei. Przechodzę bramę wielkiego parku. Błądzę po alejkach. W końcu w jego głębi znajduję ławkę. Siadam na niej podciągając kolana wyskok pod brodę. Marzę o tym by wyrwać się z
tego koszmaru. Słyszę szelest liści, to nie wiatr, co usilnie staram się sobie
wmówić. Latarnia nade mną zaczyna mrugać, aż w końcu gaśnie. Staram się dojrzeć w mroku sprawcę tych zjawisk. Nic nie widzę. Trzask łamanej gałęzi dochodzący z kompletnie innego kierunku. Obracam głowę. Nikogo jednak za mną nie ma. Gdy znów patrzę w przód widzę przed sobą białą twarz. Nie to nie jest twarz! To maska! Bezradnie patrze jak się zbliża, zamykam oczy. Słysze ryczenie bestii, jest ogłuszające. Potem czuje jak coś mnie ciągnie, a raczej trzyma i odsuwa z dala od tego czegoś.
- Gdzie jest twoje ciało? - pyta się, słyszę, ale jak przez jakiś klosz
- Jest w szoku, czyli raczej dużo ci odpowie - powiedział ktoś z sarkazmem
- Są na niej jeszcze ślady życia - powiedział ktoś żeńskim głosem
- Jej ciało zostało już pożarte - dopowiedział znajomy głos
- Czyli nie przywrócimy jej do życia - ktoś stwierdził
- Biedna dusza - powiedział znajomy mi głos, ale był przytłumiony bo nadal szumiało mi w głowie.
- Będzie trzeba ją przenieść do Społeczności Dusz - powiedziała jakaś kobieta
- Ten pusty, który ją zaatakował był zmutowany - powiedział znajomy głos
- Ta, pewnie jeden z eksperymentów Aizena, zostało jeszcze do zniszczenia takich około 2 - ktoś dodał
- Chyba opadła jej już adrenalina, czyli będziemy mogli ją przesłuchać - dodał jakiś strasznie oziębły głos
- Już jestem - powiedział ktoś równie zimnym tonem
- Kurosaki możesz ją znać - zapytał i wskazał na mnie
Podszedła do mnie jakaś czarno-pomarańczowa smuga i kucnęła.
- Tak, znam ją chodzi do tej samej szkoły co ja - stwierdził - Nazywa się Kirabi, a nazwiska nie kojarzę, ale chyba Miwaku.
Obraz mi się wyostrzał. Wreszcie mogłam dostrzec kto przede mną był. Było ich chyba siedmioro. Trzy kobiety i czterech mężczyzn. Wszyscy co do jednego ubrani w kimona, tylko nie którzy mieli białe płaszcze.\
- Hej, dobrze się czujesz? - zapytał mnie landrynko włosy chłopak
- ... - nie odpowiedziałam tylko pokiwałam głową, że chyba nie
- Jesteś ranna? - zapytał
- Nie - odpowiedziałam
- Źle się czujesz? - kolejne pytanie
- Nie - kolejna odpowiedź
- To co ci jest? - zapytał ktoś zirytowany
- Nic nie pamiętam - wytłumaczyłam
- To normalne, że dusza po tragicznej śmierci traci pamięć - powiedział czarnowłosy, wysoki mężczyzna
Nagle poczułam, że przyłożyli mi coś do czoła i zaczęłam znikać.Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam byłam zupełnie innym miejscu niż przedtem. Zaraz po tym zemdlałam.