- Ghaaa...!
- Spokojnie Midoru-sama! Już prawie koniec! - pocieszał swoją bolejącą żonę Mizuna Kaigan, głowa rodu Kaigan. Mocno trzymając dłoń Midoru starał się ulżyć w cierpieniu swojej żonie. Był bardzo szczęśliwy, bo w tej chwili na świat przychodziła jego pierwsza córka, przyszła głowa klanu.
- Mizuna-sama... to tak... bardzo... boli...! Ahhhhh! - krople potu sklejały długie włosy Midoru i spływały po jej twarzy. W jej oczach tliły się łzy bólu i strachu, ale obecność ukochanego dodawała jej otuchy.
- Midoru-sama jeszcze jedno pchnięcie! Przyj! - poinstruowała położna. Razem z Unohaną odbierały poród pani Kaigan.
Midoru zebrała znowu wszystkie swoje siły i ponownie zaczęła przeć. Od kilku godzin przeżywała prawdziwe katusze, ale dopiero gdy zaczął się prawdziwy poród poznała prawdziwe znaczenie słowa "ból".Po chwili pomieszczenie wypełnił przenikliwy płacz dziecka.
- Proszę bardzo pani Kaigan - wróciła z dzieckiem, już czystym i zawiniętym w jedwabny materiał. Podała ją matce.
- Jest prześliczna Misuna-sama - rozczuliła się Midoru. Kiedy dziecko otworzyło oczy było można zauważyć rodowe oczy(tęczówki: liliowe, źrenice: w kształcie kwiatu)
- Ja jestem nie wiarygodnie szczęśliwy Midoru-san - oświadczył młody tatuś przytulając swoja żonę za ramiona. - Czy mogę...? - zapytał
- Oczywiście - odpowiedziała i przekazała córeczkę ojcu. Nie mogła się napatrzyć na ten obraz. Jej mąż trzymający ich córkę.
- Hej maleńka jestem twoim tatą... powinniśmy nadać jej imię! Masz jakiś pomysł Mido-san
- Kaigan Kirabi - odrzekła
Mizuna spojrzał na roześmianą twarz dziecka. Sam również się uśmiechnął.
- Witaj na świecie Kaigan Kirabi - z tymi słowami ucałował córkę w czoło.
Za oknem wstał świt. Mizuna wiedział, że zapowiada się wspaniała przyszłość dla jego rodziny jak i dziecka.
12 lat później przeliczając z ich na nasze
Spokojny dzień w pałacu, a raczej w ogrodzie przerwał wysoki, donośny śmiech nastolatki.
- Spróbujcie mnie złapać! Bleeh! - krzyknęłą na swój pościg, wystawiając im jednocześnie język.
- Kirabi-sama proszę się zatrzymać! krzyczała za młodą panienką jedna z jej trenerek. Jeśli nie uda im się złapać córki głowy klanu i prowadzić dalsze zajęcia to mogą pożegnać się z pracą. Wcale nie pomagało, że gonili jedną z uczennic Yoruichi, szybkością była jej prawie równa.
W czasie gdy trenerzy demonicznej magi i leczniczej uganiali się za dzieckiem głowy rodu Kaigan. Głowa tego zacnego rodu zmagała się z przeciwnikiem , którego nikt do tej pory nigdy nie zdołał w pełni pokonać... biurokracją.Dokumenty gdyby złożyć w jeden stos na ziemi to przerastały by na pewno dziewczynę, która je przyniosła.
Sam Mizuna mógł patrzeć na to w oszołomieniu, na tą całą prace.
- Yoruichi ! -zawołał
- Tak - pojawiła się z nikąd
- Widzę, że trenerzy nie mogą złapać mojej córki, chyba za dobrze wyuczyłaś ją shuunpoo - powiedział
- Dziękuje za komplement - uśmiechnęła się - Mam ją złapać - zapytała
- Byłabyś tak miła? - poprosił
- Tak - odpowiedziała i znikła
- Kirabi-sama stój!
- Nie ma mowy! Jak chcecie mnie zatrzymać, to musicie mnie najpierw złapać!
I tak trwała kolejna gonitwa. Dwóch nieszczęsnych shinigami (trenerów) ścigało córkę głowy klanu.
Teraz jednak sprawy znacznie się pogorszyły, ponieważ zgubili jej ślad.
- Gdzie ona się podziała? - zaczął panikować pierwszy trener - Jeśli jej szybko nie znajdziemy to Mizuna-sama nas oskalpuje.
- Masz racje, on nas zlinczuje - pociesza go drugi
Shinigami pobiegli dalej w jej poszukiwaniu. Nie wiedzieli, że obiekt ich poszukiwań stał i dokładnie się im przysłuchiwał. Śmiejąc się i chichocząc.
- Nareszcie udało mi się ich zgubić - zachichotała Kirabi i już miała ruszyć przed siebie gdy...
- A dokąd się pani wybiera - powiedziała Yoruichi
- Yoruichi-sensei!- krzyknęła i już miała zwiewać gdy ją złapała
- Kirabi Kaigan zwiałaś z domu i swoich codziennych zajęć. To już nie wiem, który raz w tym tygodniu. Zaraz cię na nie zaprowadzę, czy spisałaś już wszystkie swoje wybryki? - powiedziała i zapytała
- T-ta-k-k- wyjąkał, ponieważ tylko przed Yoruichi i rodziną odczuwała respekt
- Przy okazji zasugeruje twojemu ojcu kare dla ciebie - na te słowa Kirabi zaczęła mieć BARDZO złe przeczucia - Myślę, że brakuje ci dyscypliny, więc zaproponuje , aby Ginrei-sama od tej pory trenował cię z Kido, zaraz po skończeniu twojego obowiązku domu.
Jej przeczucia nie myliły się. Trening z wujkiem(dla poprawki Ginrei był kuzynem jej dziadka) nie należał do żartów.Surowy i stanowczy Ginrei nie wybaczał łatwo pomyłki. I był bardzo wymagający.
Innymi słowy... Kirabi ma przerąbane.
- Nieeee - wyjęczała Kirabi
- Nie martw się nie będziesz jedyna, twój kuzyn Byakuya także musi z nim trenować - dodała - Tylko on już do tego przywykł, a teraz choć ze mną - Powiedziała i zaczęła skakać po dachach, potem wskazała żeby nawet nie próbowała uciekać.
Słońce zachodziło nad Soul Society, otaczając go iście pomarańczowym blaskiem. Ludzie mimo biedy wracali do domu szczęśliwi(dzielnica Rukongai), by móc zjeść wieczerze i pobyć z rodziną. Targi oraz inne interesy były już zamykane i tylko kilka innych miejsc było jeszcze otwarte po godzinach.
W swoim gabinecie siedział Mizuna i czekał na swoją żonę, aby ogłosić jej o karze dla ich córki. Tak jak się spodziewał wszedła parę minut później i od razu go przytuliła.
- Wiesz Midoru-san.... - zaczął , wiedział że żoną nie lubi karać ich córci
- Co? - spytała
- Ostatnio Kirabi-chan trochę narozrabiała... więc zgodziłem się z moim chrzestnym, aby nasza mała trenowała z kido w kampusie klanu Kuchiki, co o tym sądzisz?
- Myślę, że to dobry pomysł - powiedziała Midoru - A może wyślemy ich do akademii, no wiesz tylko po licencjat, bo oni i tak wiedzą przewyższają swój rocznik, jak i wielu poruczników wiedzą i umiejętnościami
- Kogo? - zapytał
- Jak to kogo, ty Kirani, a Ginrei-jii Byakuye-kuna - wytłumaczyła
- Porozmawiam z nim o tym jutro, dobrze - odpowiedział
Kirabi poszła wziąć kąpiel w łaźni po trudnym treningu z Yoruichi, inne zajęcia były przy tym jak oddychanie, czyli banalnie łatwe. Zaciągnęła się kolejny raz zapachem piżmowego płynu do kąpieli po czym leniwie zamknęła oczy i oddała się w objęcia morfeusza.
Widziała jak goni ją pusty, a ona bezradnie ucieka przed siebie. Krzyczała na siebie w myślach, aby
użyła byle jakiego kido, każde pomoże, ale nic nie pomagało, złapało ją i zadało cios, kolejny cios, krew lała się z niej jak z fontanny. Myślała czemu ją to spotkało, czemu nie ma tu nikogo, czemu nikt jej nie pomoże. Pusty zadał ostatni cios. Była martwa.
- Aaaaaa...! - krzyknęła przez sen i się obudziła - Co to było? - pomyślała
Do pomieszczenia wbiegła jedna ze służby.
- Czy coś się stało? - zapytała przestraszona służba
- Nie tylko się uderzyłam - odpowiedziała, próbując uspokoić ciągle przyśpieszony oddech
- Przynieść jakiś okład? - zapytała
- Nie nie trzeba - odmówiła
Służba wyszła z pomieszczenia, przedtem się kłaniając. Kirabi zaraz po jej wyjściu opuściła wannę i wytarła się ręcznikiem. Ubrała się w koszule nocną i wyszła z łaźni. Szła do swojego pokoju, by położyć się spać. Przechodząc koło gabinetu swojego ojca, stanęła na moment, bo usłyszała swoje imię w temacie rozmów jej rodziców.Lecz załapała się tylko na "porozmawiam z nim o tym jutro". Postanowiła użyć shuunpo by jej nie zauważyli. Potrafiła już shuunpo na poziomie mistrza, więc jej na pewno nie zauważyli.
/////////////////koniec pierwszego rozdziału//////////////
Opis jej wyglądu no przynajmniej przez kilka rozdziałów potem się zmieni:
oczy: kształt kocie/ barwa liliowe, lecz z czasem pojawi się także w nich lekka barwa szarego błękitu/ źrenice mają kolor czarny, a kształt kwiatu(zarys kwiatu),długie, gęste, czarne rzęsy i jaskółcze brwi
włosy: długość bardzo długie/ odcień czarny z lekkimi pasemkami w barwie bardzo ciemnego granatu/ związane nie
wzrost:125 cm niska jak na swój wiek, co później zmieni, przez swój wzrost miała ksywkę kurdupel
usta ma pełne, duże i karminowe,
cera: biała jak śnieg
ciało: szczegóły anatomiczne kobiece, czyli piersi były jeszcze malutkie(w przyszłości to co innego)/ dobrze zbudowana/ figura osy
twarz: bez żadnej skazy, żadnej blizny, czy piegów lekko podobna z twarzy do Yoruichi
A w następnym rozdziale będzie trening z Byaku-chan i troszkę więcej bye,bye!
Mirufoiru
środa, 1 czerwca 2011
wtorek, 31 maja 2011
Wstęp
[20.06.=//=]
Pamiętam, że to był normalnie zapowiadający się dzień, ale tylko był. Zaczął się normalnie od wstania, porannej toalety, zjedzenia śniadania i pójścia do szkoły. Od wyjścia ze szkoły czułam, że ktoś mnie śledzi, że stanie się coś złego i stało. Nie widzialne coś mnie zaatakowało, przygniotło i zadało ostateczny cios. O dziwo wstałam i nic nie czułam nic mi nie było. Postanowiłam pójść do domu i zapomnieć o całej tej sytuacji. Gdy szłam do domu było coś nie tak ludzie, których mijałam nie zauważali mnie jakbym była niewidzialna. W drodze do mojego domu był sklep z lustrami "Retro". Wtedy zobaczyłam, a raczej nie zobaczyłam nigdzie mojego odbicia. Tak samo było z cieniem zniknął, razem ze mną. Zaczęłam uciekać czym prędzej do domu chciałam żeby to wszystko okazało się tylko snem, zwykłym złym snem. Znowu poczułam to dziwne uczucie, znowu to coś mnie śledziło. Ponownie chciało mnie dopaść. Uciekałam choć wiedziałam, że i tak nie dam rady uciec, było zbyt szybkie. Nagle znikąd nieznajomy pojawił się przede mną i zablokował stworzenie. Teraz po raz pierwszy zobaczyłam to stworzenie, bestie. Było ohydne: miało kościaną maskę, troje oczu i to zamiast lewej ręki głowę, miało 3 metry wysokości, a ciało pokryte łuską. Potwór znów chciał mnie zaatakować, zamknęłam oczy. Nic nie poczułam, znowu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak nieznajomy wyciera swoją katane szmatką. Zdjął kaptur. Nieznajomy miał srebrne włosy, śniadą cere i piękne turkusowe oczy. Był nie wiele wyższy ode mnie, jak i starszy, ubrany w miejskim stylu. Spojrzał na mnie za smutnym wyrazem twarzy.
- Jestem Tsubame - odezwał się nieznajomy
- Jestem Miwaku - odpowiedziałam
- Czemu nie jesteś po drugiej stronie? - zapytał
- Jakiej stronie? - zapytałam
- Jesteś martwa, wiesz - odpowiedział
Jak tylko to usłyszałam znowu zaczęłam uciekać, ale teraz nie miałam konkretnego celu. Po prostu byłam w szoku. Krzyczał za mną żebym poczekała, nie uciekała, że ściągnę na siebie więcej tych stworów, ale nie słuchałam biegłam przed siebie. Płacze, w mojej głowie robi się pustka. Wszystko znika, chyba tracę pamięć. Jakieś pół godziny później nic już, ale to nic nie pamiętam, pustka. Teraz błąkam się tu. chodzę chodnikiem tuląc w bezsilności swe ramiona do piersi. Płaczę, nie potrafię sobie przypomnieć, co się wydarzyło. Przechodzę koło staruszka żebrzącego na ulicy, jego pies zrywa się gwałtownie i zaczyna na mnie warczeć i szczekać. Podchodzę bliżej, by przyjrzeć się i zrozumieć, czemu tak zareagował. Pies ze skowytem chowa się za plecami swojego pana. Odsuwam się.zadziwiona i zasmucona.
Ulice pustoszeją. Księżyc świeci jasno na ciemnym niebie. Czuję się taka samotna. Powoli zatracam się w beznadziei. Przechodzę bramę wielkiego parku. Błądzę po alejkach. W końcu w jego głębi znajduję ławkę. Siadam na niej podciągając kolana wyskok pod brodę. Marzę o tym by wyrwać się z
tego koszmaru. Słyszę szelest liści, to nie wiatr, co usilnie staram się sobie
wmówić. Latarnia nade mną zaczyna mrugać, aż w końcu gaśnie. Staram się dojrzeć w mroku sprawcę tych zjawisk. Nic nie widzę. Trzask łamanej gałęzi dochodzący z kompletnie innego kierunku. Obracam głowę. Nikogo jednak za mną nie ma. Gdy znów patrzę w przód widzę przed sobą białą twarz. Nie to nie jest twarz! To maska! Bezradnie patrze jak się zbliża, zamykam oczy. Słysze ryczenie bestii, jest ogłuszające. Potem czuje jak coś mnie ciągnie, a raczej trzyma i odsuwa z dala od tego czegoś.
- Gdzie jest twoje ciało? - pyta się, słyszę, ale jak przez jakiś klosz
- Jest w szoku, czyli raczej dużo ci odpowie - powiedział ktoś z sarkazmem
- Są na niej jeszcze ślady życia - powiedział ktoś żeńskim głosem
- Jej ciało zostało już pożarte - dopowiedział znajomy głos
- Czyli nie przywrócimy jej do życia - ktoś stwierdził
- Biedna dusza - powiedział znajomy mi głos, ale był przytłumiony bo nadal szumiało mi w głowie.
- Będzie trzeba ją przenieść do Społeczności Dusz - powiedziała jakaś kobieta
- Ten pusty, który ją zaatakował był zmutowany - powiedział znajomy głos
- Ta, pewnie jeden z eksperymentów Aizena, zostało jeszcze do zniszczenia takich około 2 - ktoś dodał
- Chyba opadła jej już adrenalina, czyli będziemy mogli ją przesłuchać - dodał jakiś strasznie oziębły głos
- Już jestem - powiedział ktoś równie zimnym tonem
- Kurosaki możesz ją znać - zapytał i wskazał na mnie
Podszedła do mnie jakaś czarno-pomarańczowa smuga i kucnęła.
- Tak, znam ją chodzi do tej samej szkoły co ja - stwierdził - Nazywa się Kirabi, a nazwiska nie kojarzę, ale chyba Miwaku.
Obraz mi się wyostrzał. Wreszcie mogłam dostrzec kto przede mną był. Było ich chyba siedmioro. Trzy kobiety i czterech mężczyzn. Wszyscy co do jednego ubrani w kimona, tylko nie którzy mieli białe płaszcze.\
- Hej, dobrze się czujesz? - zapytał mnie landrynko włosy chłopak
- ... - nie odpowiedziałam tylko pokiwałam głową, że chyba nie
- Jesteś ranna? - zapytał
- Nie - odpowiedziałam
- Źle się czujesz? - kolejne pytanie
- Nie - kolejna odpowiedź
- To co ci jest? - zapytał ktoś zirytowany
- Nic nie pamiętam - wytłumaczyłam
- To normalne, że dusza po tragicznej śmierci traci pamięć - powiedział czarnowłosy, wysoki mężczyzna
Nagle poczułam, że przyłożyli mi coś do czoła i zaczęłam znikać.Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam byłam zupełnie innym miejscu niż przedtem. Zaraz po tym zemdlałam.
Pamiętam, że to był normalnie zapowiadający się dzień, ale tylko był. Zaczął się normalnie od wstania, porannej toalety, zjedzenia śniadania i pójścia do szkoły. Od wyjścia ze szkoły czułam, że ktoś mnie śledzi, że stanie się coś złego i stało. Nie widzialne coś mnie zaatakowało, przygniotło i zadało ostateczny cios. O dziwo wstałam i nic nie czułam nic mi nie było. Postanowiłam pójść do domu i zapomnieć o całej tej sytuacji. Gdy szłam do domu było coś nie tak ludzie, których mijałam nie zauważali mnie jakbym była niewidzialna. W drodze do mojego domu był sklep z lustrami "Retro". Wtedy zobaczyłam, a raczej nie zobaczyłam nigdzie mojego odbicia. Tak samo było z cieniem zniknął, razem ze mną. Zaczęłam uciekać czym prędzej do domu chciałam żeby to wszystko okazało się tylko snem, zwykłym złym snem. Znowu poczułam to dziwne uczucie, znowu to coś mnie śledziło. Ponownie chciało mnie dopaść. Uciekałam choć wiedziałam, że i tak nie dam rady uciec, było zbyt szybkie. Nagle znikąd nieznajomy pojawił się przede mną i zablokował stworzenie. Teraz po raz pierwszy zobaczyłam to stworzenie, bestie. Było ohydne: miało kościaną maskę, troje oczu i to zamiast lewej ręki głowę, miało 3 metry wysokości, a ciało pokryte łuską. Potwór znów chciał mnie zaatakować, zamknęłam oczy. Nic nie poczułam, znowu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak nieznajomy wyciera swoją katane szmatką. Zdjął kaptur. Nieznajomy miał srebrne włosy, śniadą cere i piękne turkusowe oczy. Był nie wiele wyższy ode mnie, jak i starszy, ubrany w miejskim stylu. Spojrzał na mnie za smutnym wyrazem twarzy.
- Jestem Tsubame - odezwał się nieznajomy
- Jestem Miwaku - odpowiedziałam
- Czemu nie jesteś po drugiej stronie? - zapytał
- Jakiej stronie? - zapytałam
- Jesteś martwa, wiesz - odpowiedział
Jak tylko to usłyszałam znowu zaczęłam uciekać, ale teraz nie miałam konkretnego celu. Po prostu byłam w szoku. Krzyczał za mną żebym poczekała, nie uciekała, że ściągnę na siebie więcej tych stworów, ale nie słuchałam biegłam przed siebie. Płacze, w mojej głowie robi się pustka. Wszystko znika, chyba tracę pamięć. Jakieś pół godziny później nic już, ale to nic nie pamiętam, pustka. Teraz błąkam się tu. chodzę chodnikiem tuląc w bezsilności swe ramiona do piersi. Płaczę, nie potrafię sobie przypomnieć, co się wydarzyło. Przechodzę koło staruszka żebrzącego na ulicy, jego pies zrywa się gwałtownie i zaczyna na mnie warczeć i szczekać. Podchodzę bliżej, by przyjrzeć się i zrozumieć, czemu tak zareagował. Pies ze skowytem chowa się za plecami swojego pana. Odsuwam się.zadziwiona i zasmucona.
Ulice pustoszeją. Księżyc świeci jasno na ciemnym niebie. Czuję się taka samotna. Powoli zatracam się w beznadziei. Przechodzę bramę wielkiego parku. Błądzę po alejkach. W końcu w jego głębi znajduję ławkę. Siadam na niej podciągając kolana wyskok pod brodę. Marzę o tym by wyrwać się z
tego koszmaru. Słyszę szelest liści, to nie wiatr, co usilnie staram się sobie
wmówić. Latarnia nade mną zaczyna mrugać, aż w końcu gaśnie. Staram się dojrzeć w mroku sprawcę tych zjawisk. Nic nie widzę. Trzask łamanej gałęzi dochodzący z kompletnie innego kierunku. Obracam głowę. Nikogo jednak za mną nie ma. Gdy znów patrzę w przód widzę przed sobą białą twarz. Nie to nie jest twarz! To maska! Bezradnie patrze jak się zbliża, zamykam oczy. Słysze ryczenie bestii, jest ogłuszające. Potem czuje jak coś mnie ciągnie, a raczej trzyma i odsuwa z dala od tego czegoś.
- Gdzie jest twoje ciało? - pyta się, słyszę, ale jak przez jakiś klosz
- Jest w szoku, czyli raczej dużo ci odpowie - powiedział ktoś z sarkazmem
- Są na niej jeszcze ślady życia - powiedział ktoś żeńskim głosem
- Jej ciało zostało już pożarte - dopowiedział znajomy głos
- Czyli nie przywrócimy jej do życia - ktoś stwierdził
- Biedna dusza - powiedział znajomy mi głos, ale był przytłumiony bo nadal szumiało mi w głowie.
- Będzie trzeba ją przenieść do Społeczności Dusz - powiedziała jakaś kobieta
- Ten pusty, który ją zaatakował był zmutowany - powiedział znajomy głos
- Ta, pewnie jeden z eksperymentów Aizena, zostało jeszcze do zniszczenia takich około 2 - ktoś dodał
- Chyba opadła jej już adrenalina, czyli będziemy mogli ją przesłuchać - dodał jakiś strasznie oziębły głos
- Już jestem - powiedział ktoś równie zimnym tonem
- Kurosaki możesz ją znać - zapytał i wskazał na mnie
Podszedła do mnie jakaś czarno-pomarańczowa smuga i kucnęła.
- Tak, znam ją chodzi do tej samej szkoły co ja - stwierdził - Nazywa się Kirabi, a nazwiska nie kojarzę, ale chyba Miwaku.
Obraz mi się wyostrzał. Wreszcie mogłam dostrzec kto przede mną był. Było ich chyba siedmioro. Trzy kobiety i czterech mężczyzn. Wszyscy co do jednego ubrani w kimona, tylko nie którzy mieli białe płaszcze.\
- Hej, dobrze się czujesz? - zapytał mnie landrynko włosy chłopak
- ... - nie odpowiedziałam tylko pokiwałam głową, że chyba nie
- Jesteś ranna? - zapytał
- Nie - odpowiedziałam
- Źle się czujesz? - kolejne pytanie
- Nie - kolejna odpowiedź
- To co ci jest? - zapytał ktoś zirytowany
- Nic nie pamiętam - wytłumaczyłam
- To normalne, że dusza po tragicznej śmierci traci pamięć - powiedział czarnowłosy, wysoki mężczyzna
Nagle poczułam, że przyłożyli mi coś do czoła i zaczęłam znikać.Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam byłam zupełnie innym miejscu niż przedtem. Zaraz po tym zemdlałam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)